Środa, 5 października to jeden z najtragiczniejszych dni całego świata IT. Otóż wczorajszego wieczora Apple poinformowało media, iż Steven Paul Jobs opuścił ziemski padół. Genialny wizjoner już od urodzenia miał pod górkę - jako kilkumiesięczny chłopiec, zostało oddany do adopcji. Jego biologiczni rodzice nie byli gotowi na podjęcie tak wielkiej odpowiedzialności jaką jest macierzyństwo. Według niektórych, dzięki temu Steve zaszedł tak daleko. Opatrzność Boża czuwała nad nim przez wiele lat, jednak w końcu kostucha upomniała się o swoje.
Już jako nastolatek, Jobs interesował się nowymi technologiami. Wraz z kolegą, Steve'em Woźniakiem uczęszczał do kalifornijskiego klubu komputerowego i pracował jako w technik w Atari - firmie produkującej pierwsze gry wideo. Wyjazd do Indii był dla niego jednym z najważniejszych okresów w jego życiu. Orientalny klimat i tamtejsze zwyczaje po części wykształtowały jego osobowość.

Założona przez niego firma - Apple od samego początku była skazana na sukces. Chociaż jak możemy się domyślać nie zawsze było kolorowo. W 1985 roku, Steve został zwolniony z własnego koncernu, lecz ówczesna rada nadzorcza niezmiernie żałowała owej decyzji. Akcje "nadgryzionego jabłka" leciały na łeb na szyję. Klienci Apple'a ufali Steve'owi, a nie samej marce. W 1997 zarząd poszedł po rozum do głowy i z powrotem przyjął Jobs'a do pracy na funkcję prezesa - jako ciekawostkę dodam, iż w tamtym czasie Paul pracował za jednodolarową stawkę. Nie trzeba było długo czekać, żeby wizjoner podniósł notowania akcji firmy na giełdzie.
Za "rządów" Steve'a, Apple wyprowadziło na rynek wiele niesamowitych urządzeń - iMac, iPod (wraz ze sklepem muzycznym iTunes Store), iPhone'a oraz iPad'a.